11:10
20 Październik 2019
niedziela

Północna.tv

Ty też masz swój głos!

Ikona lat 80-tych? Ferrari Testarossa

Zamieszczono dnia wt., 2019-09-17 11:33

W poprzednim tygodniu, na portalu strefahistorii opisałem sylwetkę Ferrari F40, auta, które każdy z mojego pokolenia zna, choć wie o nim dość niewiele. Innym, częstym bywalcem plakatów na ścianach bywała Testarossa. Samochód, który już na zawsze pozostanie w mojej głowie, jako moja największa dziennikarska wpadka — dlaczego? Kiedyś w artykule, opublikowanym w największym trójmiejskim portalu internetowym, napisałem, że Testarossa ma w logo... byka. A jak wszyscy wiemy, ma przecież konia! Chruściński tak się sfokusował na to, że Testarossa oznacza przecież rudogłowy — a to przecież, odmiana byka. No nic, w cieniu mojej fatalnej wpadki musicie dziś spróbować zasmakować Testarossy.

 



Chociaż nie tylko z powodu rasy byka, ta nazwa posłużyła do stworzenia legendarnego Ferrari. Purpurowy kolor pokrywy zaworów też miał tu coś do powiedzenia, pięknie nawiązywał do początków sukcesów Włoskiej stajni. Warto nadmienić, że żadne inne Ferrari tak nie szokowało, jak Testarossa. Nadwozie kojarzyło się i kojarzy nadal z rzeźbą — delikatnie zaznaczone wloty powietrza pogłębiają wrażenie prędkości i sprawiają, że nawet gdy auto stoi, to wygląda jak w ruchu. Wygląda jakby, była piorunująco szybka. Silnik samochodu — dwunastocylindrowy boxer powstał na bazie jednostki napędowej z modelu 512 BB. Największym jednak zaskoczeniem, dla kierowców tego modelu jest stosunek szerokości do długości nadwozia. Testarossa jest niezwykle szeroka, kiedyś napisałem, że spokojnie mógłby zaparkować za nią pionowo Smart ForTwo. I to, mimo iż na zdjęciach auto przypomina rozmiarami coś bardziej kompaktowego, nie większego do Lotusa Esprita. Szerokość 6 stóp, to niejedyny charakter, jaki drzemie w tym samochodzie.

Pomimo, że szeroka — Testarossa prowadziła się łatwo i precyzyjnie. Przyspiesza i trzyma się drogi jak żadne inne auto ze stajni z... koniem w logo. Można śmiało tym samochodem wyprzedzać każde auto współczesne, oczywiście o ile pozwoli na to szerokość pasa. Chciałbym Wam zwrócić też uwagę, na pewną specyficzną zmianę myślenia u konstruktorów Ferrari. Gdy opisywałem F40 - mogliśmy mieć wrażenie, że ostatni samochód, który powstał za życia Enzo, został zbudowany tylko i wyłącznie dla bicia rekordów prędkości, nikt specjalnie nie przejmował się wygodną pozycją za kierownicą, wnętrzem... baa... nawet wnęką na radio czy obicia tapicerskie. Natomiast Testarossa, na pokładzie oferowała znośny komfort, lepsze wyciszenie czy zasób urządzeń pokładowych, o jakich w F40 mogli marzyć. Testarossa miała być samochodem do jazdy na co dzień i takie wrażenie sprawia po dziś dzień. Chociaż, czy mając F40 można jeszcze o czymś marzyć?

 



Wyprodukowanie 7000 egzemplarzy to był również spory sukces, po zakończeniu produkcji modelu F40 w 1992 roku to Testarossa odgrywała rolę flagowego modelu firmy. Stała się ulubieńcem playboyów, ludzi świata finansowego czy fanów marki. Nie bez znaczenia była cena — w 1985 roku Testarossa kosztowała 223 300 marek Niemieckich. Zresztą do samego końca jej produkcji cena rosła podobnie jak przyspieszenie modelu. W 1995 roku, by wyjechać z salonu Ferrari tym modelem, potrzeba było 332 000 marek Niemieckich.

Samochód przez chwilę stał się również gwiazdą filmową. Pierwsza wersja Testarossy, w białym kolorze była użytkowana przez „Policjantów z Miami” - to tylko utrwaliło białą Testarossę jako symbol bogactwa i luksusu w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Nie tak dawno, poprzypominał o tym Jordan Belfort grany przez Leonardo DiCaprio w kinowym hicie „Wilk z Wall Street” - on też miał białą Testrossę. Nie rozmawialiśmy jeszcze o osiągach — a to one wpłynęły na postrzeganie modelu, jako krwistego sportowca. Początkowo auto posiadało 390 KM i pozwalało rozpędzić się do 295 km/h. Zdecydowanie jednak należało granice 300 km/h przekroczyć. Tak też się stało — ostatnia wersja modelu oznaczana jako 512M z mocą 440 KM uzyskiwało 315 km/h a setkę już po 4,7 sekundach. 115 litrowy zbiornik paliwa znikał bardzo szybko — średnie zużycie paliwa oscylowało w okolicach 18 litrów/100 km.


Otoczka związana z posiadaniem Testarossy kusiła wielu, gdy zdecydowali się na zakup auta do celów turystycznych — zmuszeni byli w Ferrari zamówić jeszcze specjalne walizki, idealnie pasujące do niewielkiej przestrzeni bagażowej auta. Turystyka w tym modelu faktycznie mogła mieć miejsce: fotele w aucie miały pełną regulację, skórzana kierownica firmy MOMO idealnie pasowała do krętych przełęczy. Muszę Wam powiedzieć (i to będzie koniec tej historii), że bardzo chciałbym kiedyś przejechać się Testarossą.

Bartłomiej Chruściński, zdj. Ferrari